sobota, 8 lipca 2017

jedziemy do Alausi

Spokojnie wstajemy i idziemy na śniadanie, jemy tostada de cueso po 0,85c, Maciej pije chocolate caliente za 1,25$, a ja cappuccino za 1$. Dajemy banknot 20$, a ponieważ panie nie mają wydać reszty, dajemy wszystkie nasze drobne i śniadanie kosztuje nas 3$, hehe dobry sposób na oszczędzenie kasy, zresztą to już nie pierwszy raz ;p















Bierzemy autobus miejski na Terminal Terrestre, gdzie kupujemy bilety do Alausi. Wyjazd jest o 11.20, czyli za chwilę. Jedziemy tam 4h, po drodze mijamy małe wioski, w jednej z nich widzimy całe prosiaki na rożnach. Przejeżdżamy przez góry, podziwiając malownicze krajobrazy.























Tuż przed Alausi zatrzymujemy się na co najmniej 20-minutowy postój, bo przecież kierowca i pasażerowie muszą zjeść almuerzo! A jadą dalej, do Quito. Jest już po 15 ;p o rany! Nie mogli zatrzymać się później?
Zatrzymujemy się w hostalu Panamericano, gdzie bierzemy pokój ze wspólną łazienką, co nam nie przeszkadza, gdyż jesteśmy tu sami J Najpierw chcieli nam wcisnąć pokój bez okna albo z oknem wychodzącym na korytarz, masakra! Nasz ma wielkie okno na ulicę, więc może być trochę głośno. Kosztuje 20$.















Wyruszamy zwiedzić miasteczko, nad którym góruje ogromna postać św. Piotra.  Alausi to praktycznie jedna główna ulica i kilka bocznych. Życie toczy się tu nieśpiesznie. Miejscowi noszą tradycyjne stroje; kobiety atłasowe spódnice, grube, wełniane kolanówki i kapelusze z filcu. Zaglądamy na dworzec, z którego odjeżdża pociąg Nariz del Diablo. Ta atrakcja czeka nas za parę dni.






















































Obiad jemy w Gio’s za 2,50$/os., no cóż, nie mamy wielkiego wyboru;p


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz